sobota, 15 czerwca 2013

Dziedzictwo Darmowych Gier Fabularnych

Z okazji Dnia Darmowych Gier Fabularnych mamy dla Was niespodziankę. Nasz znajomy Arkadiusz Rygiel przygotował przygodę w jego charakterystycznym stylu filmowym. Serdecznie dziękujemy! Udajcie się do Kaplas i wstąpcie na ścieżkę wendety wraz z bohaterami Dźwięków Dintojry. Przygoda ozdobiona jest pracami naszego ilustratora, Konrada Vinka Winniewskiego. Możecie ją ściągnąć klikając w okładkę albo tutaj. Zachęcamy też do odwiedzenia bloga Arka i strony polskiej wersji akcji Free RPG Day.



piątek, 14 czerwca 2013

Księstwo Wzgórz: cześć II

Gdy dzisiaj mówi się o Wzgórzanach, dwie kwestie dominują każdą dyskusję: to, jak nisko upadli i jak mocno przywiązani są do rycerskich tradycji. Wielu jeszcze pamięta ich sprzed Końca Świata: butnych i aroganckich jak Biora, odważnych i okrutnych jak Górale a bezwzględnie przywiązanych do hierarchii stanów bardziej nawet niż Lajonici. Ludzie z Księstwa Wzgórz byli potężni i dumni ze swej siły. Swoje ścieżki, często uznawane przez innych za nazbyt skrajne i nieco staroświeckie, uważali za najlepsze. Koniec Świata, jak to zwykle bywa, zmienił wszystko. Członkowie Żelaznej Kompanii znaleźli się w obcym dla nich świecie, odcięci od wszystkiego co znali i musieli stanąć przed smutną konstatacją, że otaczająca ich rzeczywistość jest bardzo różną od tej, którą znali z ojczyzny. Przy tym zmienia się dużo szybciej, niż byli na to gotowi.

Wzgórzanie są Rodem, który w Końcu Świata utracił najwięcej. Biora mogli stracić ziemię, ale zawsze byli dobrzy w zdobywaniu nowej. Górale znaleźli się w sytuacji, w której w pewnym sensie zostało im odebrane główne bóstwo, ale przecież Moc Wzgórz ciągle w nich żyje. Lajonici stracili diadem imperatorski i władzę nad ludźmi, ale przecież ciągle rządzą czterema dużymi państwami. Realmici utracili swoja legendarną jedność i solidarność, rozdzieleni między Imperium a Cesarstwo. Regalitom w końcu przepadła stolica, a wraz z nią władcy i starodawne pomniki państwa i prawa. Wzgórzanie zaś to utracili to wszystko razem i jeszcze wiele, wiele więcej.

Ludzie z Księstwa Wzgórz z przerażającą pewnością wiedzą, że to, co niegdyś było ich domem na zawsze zginęło. Inne Rody mogą snuć domysły i mieć nadzieję. Wzgórzanie nie mają tego luksusu. Oni muszą żyć ze świadomością tego, że wszyscy, których znali w dzieciństwie, zginęli w szponach Demonów. Oni są dziedzictwem swego Rodu. Ostatnim, co z niego zostało. Każda ich indywidualna decyzja przybliża odrodzenie lub całkowity upadek narodu. To ogromny ciężar i nielicha odpowiedzialność.

W związku z tym Wzgórzanie jak żaden inny lud żyją tu i teraz. Oczywiście wspominają czasem przeszłość czy tworzą plany na przyszłość. Teraźniejszość jest dla nich jednak jedynym, co naprawdę kontrolują. Starają się przeżyć ją jak najlepiej i najstaranniej, co w ich przypadku oznacza również trzymanie się prastarych rytuałów i tradycji. Stąpają ostrożnie, bo błędna decyzja może przypieczętować zagładę Rodu. Działają odważnie i z honorem, żeby przetrwała pamięć o ich ludzie. Są poważni, skupieni, z punktu widzenia niektórych ponurzy. Stracili tak wiele, że teraz każdy krok jest dla nich wyzwaniem. Taka jest smutna prawda o szlachcie Księstwa Wzgórz.

Niektórzy mówią, że religią Wzgórzan jest tradycja. Rzeczywiście trzymają się oni z niezwykłą atencją starych zwyczajów, rycerskich zasad i dróg działania wziętych jakby z Mrocznych Wieków. Co zaskakujące, w ich rękach dawne metody okazują się niezwykle skuteczne. Jeżeli istnieje jakaś magia Wzgórzan, to działa ona właśnie tak. Sprawiają oni, by to co stare, archaiczne i zapomniane przez inne Rody działało jakby było skrojone do naszych czasów. Cenią zarówno rygorystyczne prawa etykiety, formalne zasady rycerskich pojedynków jak sztukę walki w ciężkiej zbroi, zarzuconej przez inne Rody najpóźniej w czasie wojny z elfim Cesarstwem. Mimo to odnoszą niezwykłe sukcesy, zyskując wielu przyjaciół na dworach, skutecznie budując sławę groźnych szermierzy i zwyciężając elfich legionistów w Bitwie Niedźwiedziego Mostu. Chociaż nikt nie próbuje nawet ich naśladować, to podejście do tradycji budzi szacunek. Lajonici maskują go drwiącymi uśmieszkami a Biora pogardliwym milczeniem. Jednak w ludziach Imperium powodzenie Wzgórzan budzi zabobonny lęk.

Ziemie Wzgórzan stanowią dziś część Ligi Północnej. Są tacy, dla których niewiele różnią się oni od ludzi z Pogranicza, Lasów Cieni czy nawet Biora. Wkrótce pojmą swój błąd. Przez lata lud Księstwa Wzgórz odbudowywał swą siłę. Dziś wraca na dwory, do siedzib arystokratów i coraz więcej jego członków staje się ważnymi graczami współczesnego Imperium. Wkrótce zakuci w ciężkie zbroje rycerze mogą pojawić się i na polach bitew. Wtedy wiele może się zmienić na ziemiach ludzi.

wtorek, 11 czerwca 2013

Miłość w Imperium V: Wzgórzanie

(Wpis ten dedykuję Sarze)

Spośród koncepcji wszystkich Rodów, to chyba wzgórzański stosunek do miłości zmienił się najbardziej od Końca Świata. Zrobił to nadto w zaskakujący sposób. W dawnych czasach Księstwo Wzgórz cechowało się niezwykle ścisłą hierarchią feudalną, która stawiała poważne granice nawet wśród szlachty. Trudno było uwierzyć, by młody świeżo pasowany rycerz mógł się starać o rękę córki grafa czy earla. O tej drugiej mógł zapomnieć nawet baronet, czyli młodzieniec pochodzący z lepszego domu. Prawa krainy zakładały poważne konsekwencje w przypadku mezaliansu. Związek z osobą spoza stanu mógł się zakończyć  okrutnymi karami, z napiętnowaniem i wygnaniem włącznie. Dzieci z nieprawego łoża były zwykle traktowane  brutalnie, czasem nawet zabijane. Małżeństwa szlachty były więc zawsze kwestią polityki, a częściej nawet podtrzymania rodzinnych sojuszy czy porozumień ekonomicznych. Zachodnie Wzgórza nie były krainą bogatą i przetrwanie poszczególnych linii licznej szlachty zależne było od dobrze przemyślanego połączenia posiadłości. To wszystko zmieniło się wraz z Końcem Świata.

Druga Armia Ligi Północnej, w której skład wchodzili ocalali Wzgórzanie, była potężną machiną. Nie składali się na nią jednak tylko żołnierze. Za stutysięcznym kontyngentem wojska ciągnęły tysiące cywilów: osadnicy, robotnicy, ciury obozowe. Jak to zwykle bywa za żołdakami podążały też tłumy tych, którzy na wojnie chcieli zarobić: sprzedawców żywności, trunków, ochronnych amuletów i kobiet trudniących się najstarszym procederem świata. Na tę wojnę poszedł kwiat wzgórzańskiej młodzieży, góra dwudziestopięcioletni rycerze i łucznicy. Podobnie jak inni żołnierze, nie gardzili wdziękami gamratek. Nie mniej niż inni gwałcili. Często też porywali ładne dziewczęta, gdy wojsko szło już przez lajonickie tereny. Przez pięć lat wojny między pułkami z Księstwa Wzgórz a ciągnącym za nimi cywilami zrodziło się specyficzna więź. Przechodzili w końcu przez to samo piekło. Wielu młodych chłopców, którzy na polu bitwy stawali się mężczyznami, wchodziło w mniej lub bardziej trwałe związki z osadniczkami, brankami a nawet gamratkami. Armia Ligi postępowała zaś nieustannie naprzód, na zachód.

Tam, na wozach taboru i wśród namiotów, narodziło się nie tylko sporo wzgórzańskich dzieci, ale też nowe podejście do miłości i romansu. W ludziach z Księstwa Wzgórz odezwały się te same żądze, które napędzają Górali. W końcu w żyłach ludów Wzgórz płynie ta sama krew. U młodych rycerzy obudziła się ona z wielowiekowej drzemki. Świadomość ulotności życia i potrzeba bliskości sprawiły, że kochali szczerze i namiętnie, choć nie zawsze długo czy wiernie. Poczucie tymczasowości Wojny Ostatecznej i odległa wizja powrotu do Księstwa Wzgórz, żon i narzeczonych, sprzyjały eksperymentom i burzliwym romansom, ale też zwykłemu uleganiu chuci. Wychowani na wojnie Wzgórzanie byli innymi ludźmi niż ich ojcowie i dziadowie. A potem przyszedł Koniec Świata.

Przecięcie Imperium na dwoje i utracenie na zawsze ojczyzny były ogromnym szokiem dla Żelaznej Kompanii i pozostałych ocalałych członków Rodu. Tym większym, że ostatnie doniesienia z Zachodu mówiły  o zagładzie ich ojczyzny. Unicestwieniu Księstwa Wzgórz przez Demony. W przeciwieństwie do bjorskich sojuszników nie byli tylko odcięci od swoich braci. Stanowili wszystko, co zostało z ich ludu. Istnienie lub zagłada Rodu zależały wyłącznie od nich. Ta trauma stworzyła współczesnych Wzgórzan. Definiuje większość aspektów ich życia, w tym ich podejście do miłości.

Księstwo Wzgórz musi przetrwać. Tysiąc ludzi nie wystarczy, by je odtworzyć. To była pierwsza konstatacja ostatnich Wzgórzan w dniach po Końcu Świata. W związku z tym potrzeba jak najwięcej nowych członków ludu, jak najwięcej dzieci. To zaś oznacza konieczność porzucenia wspomnień o dawnej krainie i tych, którzy w niej zostali. Wdowcy Końca Świata musieli szybko znaleźć sobie nowe żony, kawalerowie narzeczone. Szukanie partnerek dla tysiąca rycerzy wśród otwarcie wrogiej szlachty Laion czy odległych mieszczek z Kaplas czy Regalii nie wchodziło oczywiście w grę. Uzależniłoby Księstwo od rodzin z innych państw. Trzeba było zrobić to, co wcześniej było nie do pomyślenia: przemienić w stałe dotychczasowe luźne związki, uznać bękarty, połączyć się z gamratkami, brankami a nawet chłopkami z podbitych ziem. W pierwszej chwili kwestia ta podzieliła Ród na dwa obozy. Tradycjonaliści próbowali znaleźć drogę pośrednią, chroniącą szlachetną krew przed rozrzedzeniem. Na Wielkiej Radzie Rodzin, która potem przemieniła się w rządzącą baronią Radę Stu, przeważyli jednak zwolennicy zmiany. Ród zmienił się na zawsze.

Dziś Wzgórzanie wierzą w naturalną skłonność ludzi do siebie. W to, co my, żyjący w zupełnie innym świecie, nazwalibyśmy „chemią” i „zakochaniem”. Powód jest prozaicznie prosty: ludzie, którzy czują ku sobie pociąg będą mieć więcej dzieci. Te zaś są przyszłością Wzgórzan i ich jedyną szansą na przetrwanie. Rzeczywistość Imperium jest okrutna: wiele kobiet umiera w połogu, duża część dzieci nie dożywa wieku sprawnego. Jeżeli pamięć o Księstwie Wzgórz ma przetrwać, jedynym ratunkiem jest postawienie na ilość. Jeżeli dzieci są owocem miłości, Wzgórzanie są gotowi wykrzesać jej z siebie jak najwięcej, dla wspólnego dobra. W ich społeczeństwie nie ma wieloletnich wdowców, wiecznych kawalerów czy starych panien. Nikt nie pozostaje długo sam. Inaczej zginą wszyscy.

Miłość zwycięża wszystko. Może pokona nawet Koniec Świata.