Z okazji Dnia Darmowych Gier Fabularnych mamy dla Was niespodziankę. Nasz znajomy Arkadiusz Rygiel przygotował przygodę w jego charakterystycznym stylu filmowym. Serdecznie dziękujemy! Udajcie się do Kaplas i wstąpcie na ścieżkę wendety wraz z bohaterami Dźwięków Dintojry. Przygoda ozdobiona jest pracami naszego ilustratora, Konrada Vinka Winniewskiego. Możecie ją ściągnąć klikając w okładkę albo tutaj. Zachęcamy też do odwiedzenia bloga Arka i strony polskiej wersji akcji Free RPG Day.
Szukaj na tym blogu
sobota, 15 czerwca 2013
piątek, 14 czerwca 2013
Księstwo Wzgórz: cześć II
Gdy dzisiaj mówi się o
Wzgórzanach, dwie kwestie dominują każdą dyskusję: to, jak nisko upadli i jak mocno
przywiązani są do rycerskich tradycji. Wielu jeszcze pamięta ich sprzed Końca
Świata: butnych i aroganckich jak Biora, odważnych i okrutnych jak Górale a bezwzględnie
przywiązanych do hierarchii stanów bardziej nawet niż Lajonici. Ludzie z
Księstwa Wzgórz byli potężni i dumni ze swej siły. Swoje ścieżki, często
uznawane przez innych za nazbyt skrajne i nieco staroświeckie, uważali za
najlepsze. Koniec Świata, jak to zwykle bywa, zmienił wszystko. Członkowie
Żelaznej Kompanii znaleźli się w obcym dla nich świecie, odcięci od wszystkiego
co znali i musieli stanąć przed smutną konstatacją, że otaczająca ich
rzeczywistość jest bardzo różną od tej, którą znali z ojczyzny. Przy tym
zmienia się dużo szybciej, niż byli na to gotowi.
Wzgórzanie są Rodem, który w
Końcu Świata utracił najwięcej. Biora mogli stracić ziemię, ale zawsze byli
dobrzy w zdobywaniu nowej. Górale znaleźli się w sytuacji, w której w pewnym
sensie zostało im odebrane główne bóstwo, ale przecież Moc Wzgórz ciągle w nich
żyje. Lajonici stracili diadem imperatorski i władzę nad ludźmi, ale przecież
ciągle rządzą czterema dużymi państwami. Realmici utracili swoja legendarną jedność
i solidarność, rozdzieleni między Imperium a Cesarstwo. Regalitom w końcu
przepadła stolica, a wraz z nią władcy i starodawne pomniki państwa i prawa.
Wzgórzanie zaś to utracili to wszystko razem i jeszcze wiele, wiele więcej.
Ludzie z Księstwa Wzgórz z przerażającą
pewnością wiedzą, że to, co niegdyś było ich domem na zawsze zginęło. Inne Rody
mogą snuć domysły i mieć nadzieję. Wzgórzanie nie mają tego luksusu. Oni muszą
żyć ze świadomością tego, że wszyscy, których znali w dzieciństwie, zginęli w
szponach Demonów. Oni są dziedzictwem swego Rodu. Ostatnim, co z niego zostało.
Każda ich indywidualna decyzja przybliża odrodzenie lub całkowity upadek narodu.
To ogromny ciężar i nielicha odpowiedzialność.
W związku z tym Wzgórzanie jak
żaden inny lud żyją tu i teraz. Oczywiście wspominają czasem przeszłość czy tworzą
plany na przyszłość. Teraźniejszość jest dla nich jednak jedynym, co naprawdę
kontrolują. Starają się przeżyć ją jak najlepiej i najstaranniej, co w ich
przypadku oznacza również trzymanie się prastarych rytuałów i tradycji. Stąpają
ostrożnie, bo błędna decyzja może przypieczętować zagładę Rodu. Działają odważnie
i z honorem, żeby przetrwała pamięć o ich ludzie. Są poważni, skupieni, z
punktu widzenia niektórych ponurzy. Stracili tak wiele, że teraz każdy krok
jest dla nich wyzwaniem. Taka jest smutna prawda o szlachcie Księstwa Wzgórz.
Niektórzy mówią, że religią Wzgórzan
jest tradycja. Rzeczywiście trzymają się oni z niezwykłą atencją starych
zwyczajów, rycerskich zasad i dróg działania wziętych jakby z Mrocznych Wieków.
Co zaskakujące, w ich rękach dawne metody okazują się niezwykle skuteczne. Jeżeli
istnieje jakaś magia Wzgórzan, to działa ona właśnie tak. Sprawiają oni, by to
co stare, archaiczne i zapomniane przez inne Rody działało jakby było skrojone
do naszych czasów. Cenią zarówno rygorystyczne prawa etykiety, formalne zasady
rycerskich pojedynków jak sztukę walki w ciężkiej zbroi, zarzuconej przez inne
Rody najpóźniej w czasie wojny z elfim Cesarstwem. Mimo to odnoszą niezwykłe
sukcesy, zyskując wielu przyjaciół na dworach, skutecznie budując sławę groźnych
szermierzy i zwyciężając elfich legionistów w Bitwie Niedźwiedziego Mostu.
Chociaż nikt nie próbuje nawet ich naśladować, to podejście do tradycji budzi
szacunek. Lajonici maskują go drwiącymi uśmieszkami a Biora pogardliwym
milczeniem. Jednak w ludziach Imperium powodzenie Wzgórzan budzi zabobonny lęk.
Ziemie Wzgórzan stanowią dziś część
Ligi Północnej. Są tacy, dla których niewiele różnią się oni od ludzi z
Pogranicza, Lasów Cieni czy nawet Biora. Wkrótce pojmą swój błąd. Przez lata lud
Księstwa Wzgórz odbudowywał swą siłę. Dziś wraca na dwory, do siedzib
arystokratów i coraz więcej jego członków staje się ważnymi graczami współczesnego
Imperium. Wkrótce zakuci w ciężkie zbroje rycerze mogą pojawić się i na polach
bitew. Wtedy wiele może się zmienić na ziemiach ludzi.
wtorek, 11 czerwca 2013
Miłość w Imperium V: Wzgórzanie
(Wpis ten dedykuję Sarze)
Spośród koncepcji wszystkich Rodów, to chyba wzgórzański stosunek do miłości zmienił się najbardziej od Końca Świata. Zrobił to nadto w zaskakujący sposób. W dawnych czasach Księstwo Wzgórz cechowało się niezwykle ścisłą hierarchią feudalną, która stawiała poważne granice nawet wśród szlachty. Trudno było uwierzyć, by młody świeżo pasowany rycerz mógł się starać o rękę córki grafa czy earla. O tej drugiej mógł zapomnieć nawet baronet, czyli młodzieniec pochodzący z lepszego domu. Prawa krainy zakładały poważne konsekwencje w przypadku mezaliansu. Związek z osobą spoza stanu mógł się zakończyć okrutnymi karami, z napiętnowaniem i wygnaniem włącznie. Dzieci z nieprawego łoża były zwykle traktowane brutalnie, czasem nawet zabijane. Małżeństwa szlachty były więc zawsze kwestią polityki, a częściej nawet podtrzymania rodzinnych sojuszy czy porozumień ekonomicznych. Zachodnie Wzgórza nie były krainą bogatą i przetrwanie poszczególnych linii licznej szlachty zależne było od dobrze przemyślanego połączenia posiadłości. To wszystko zmieniło się wraz z Końcem Świata.
Spośród koncepcji wszystkich Rodów, to chyba wzgórzański stosunek do miłości zmienił się najbardziej od Końca Świata. Zrobił to nadto w zaskakujący sposób. W dawnych czasach Księstwo Wzgórz cechowało się niezwykle ścisłą hierarchią feudalną, która stawiała poważne granice nawet wśród szlachty. Trudno było uwierzyć, by młody świeżo pasowany rycerz mógł się starać o rękę córki grafa czy earla. O tej drugiej mógł zapomnieć nawet baronet, czyli młodzieniec pochodzący z lepszego domu. Prawa krainy zakładały poważne konsekwencje w przypadku mezaliansu. Związek z osobą spoza stanu mógł się zakończyć okrutnymi karami, z napiętnowaniem i wygnaniem włącznie. Dzieci z nieprawego łoża były zwykle traktowane brutalnie, czasem nawet zabijane. Małżeństwa szlachty były więc zawsze kwestią polityki, a częściej nawet podtrzymania rodzinnych sojuszy czy porozumień ekonomicznych. Zachodnie Wzgórza nie były krainą bogatą i przetrwanie poszczególnych linii licznej szlachty zależne było od dobrze przemyślanego połączenia posiadłości. To wszystko zmieniło się wraz z Końcem Świata.
Druga Armia Ligi Północnej, w której skład wchodzili ocalali
Wzgórzanie, była potężną machiną. Nie składali się na nią jednak tylko
żołnierze. Za stutysięcznym kontyngentem wojska ciągnęły tysiące cywilów: osadnicy,
robotnicy, ciury obozowe. Jak to zwykle bywa za żołdakami podążały też tłumy
tych, którzy na wojnie chcieli zarobić: sprzedawców żywności, trunków, ochronnych
amuletów i kobiet trudniących się najstarszym procederem świata. Na tę wojnę
poszedł kwiat wzgórzańskiej młodzieży, góra dwudziestopięcioletni rycerze i
łucznicy. Podobnie jak inni żołnierze, nie gardzili wdziękami gamratek. Nie
mniej niż inni gwałcili. Często też porywali ładne dziewczęta, gdy wojsko szło
już przez lajonickie tereny. Przez pięć lat wojny między pułkami z Księstwa
Wzgórz a ciągnącym za nimi cywilami zrodziło się specyficzna więź. Przechodzili
w końcu przez to samo piekło. Wielu młodych chłopców, którzy na polu bitwy
stawali się mężczyznami, wchodziło w mniej lub bardziej trwałe związki z
osadniczkami, brankami a nawet gamratkami. Armia Ligi postępowała zaś nieustannie
naprzód, na zachód.
Tam, na wozach taboru i wśród namiotów, narodziło się nie
tylko sporo wzgórzańskich dzieci, ale też nowe podejście do miłości i romansu.
W ludziach z Księstwa Wzgórz odezwały się te same żądze, które napędzają Górali.
W końcu w żyłach ludów Wzgórz płynie ta sama krew. U młodych rycerzy obudziła
się ona z wielowiekowej drzemki. Świadomość ulotności życia i potrzeba
bliskości sprawiły, że kochali szczerze i namiętnie, choć nie zawsze długo czy
wiernie. Poczucie tymczasowości Wojny Ostatecznej i odległa wizja powrotu do Księstwa
Wzgórz, żon i narzeczonych, sprzyjały eksperymentom i burzliwym romansom, ale
też zwykłemu uleganiu chuci. Wychowani na wojnie Wzgórzanie byli innymi ludźmi
niż ich ojcowie i dziadowie. A potem przyszedł Koniec Świata.
Przecięcie Imperium na dwoje i utracenie na zawsze ojczyzny
były ogromnym szokiem dla Żelaznej Kompanii i pozostałych ocalałych członków
Rodu. Tym większym, że ostatnie doniesienia z Zachodu mówiły o zagładzie ich ojczyzny. Unicestwieniu Księstwa
Wzgórz przez Demony. W przeciwieństwie do bjorskich sojuszników nie byli tylko odcięci
od swoich braci. Stanowili wszystko, co zostało z ich ludu. Istnienie lub zagłada
Rodu zależały wyłącznie od nich. Ta trauma stworzyła współczesnych Wzgórzan.
Definiuje większość aspektów ich życia, w tym ich podejście do miłości.
Księstwo Wzgórz musi przetrwać. Tysiąc ludzi nie wystarczy,
by je odtworzyć. To była pierwsza konstatacja ostatnich Wzgórzan w dniach po
Końcu Świata. W związku z tym potrzeba jak najwięcej nowych członków ludu, jak
najwięcej dzieci. To zaś oznacza konieczność porzucenia wspomnień o dawnej
krainie i tych, którzy w niej zostali. Wdowcy Końca Świata musieli szybko znaleźć
sobie nowe żony, kawalerowie narzeczone. Szukanie partnerek dla tysiąca rycerzy
wśród otwarcie wrogiej szlachty Laion czy odległych mieszczek z Kaplas czy
Regalii nie wchodziło oczywiście w grę. Uzależniłoby Księstwo od rodzin z
innych państw. Trzeba było zrobić to, co wcześniej było nie do pomyślenia: przemienić
w stałe dotychczasowe luźne związki, uznać bękarty, połączyć się z gamratkami, brankami
a nawet chłopkami z podbitych ziem. W pierwszej chwili kwestia ta podzieliła
Ród na dwa obozy. Tradycjonaliści próbowali znaleźć drogę pośrednią, chroniącą szlachetną
krew przed rozrzedzeniem. Na Wielkiej Radzie Rodzin, która potem przemieniła
się w rządzącą baronią Radę Stu, przeważyli jednak zwolennicy zmiany. Ród
zmienił się na zawsze.
Dziś Wzgórzanie wierzą w naturalną skłonność ludzi do
siebie. W to, co my, żyjący w zupełnie innym świecie, nazwalibyśmy „chemią” i „zakochaniem”.
Powód jest prozaicznie prosty: ludzie, którzy czują ku sobie pociąg będą mieć
więcej dzieci. Te zaś są przyszłością Wzgórzan i ich jedyną szansą na
przetrwanie. Rzeczywistość Imperium jest okrutna: wiele kobiet umiera w połogu,
duża część dzieci nie dożywa wieku sprawnego. Jeżeli pamięć o Księstwie Wzgórz
ma przetrwać, jedynym ratunkiem jest postawienie na ilość. Jeżeli dzieci są
owocem miłości, Wzgórzanie są gotowi wykrzesać jej z siebie jak najwięcej, dla
wspólnego dobra. W ich społeczeństwie nie ma wieloletnich wdowców, wiecznych
kawalerów czy starych panien. Nikt nie pozostaje długo sam. Inaczej zginą
wszyscy.
Miłość zwycięża wszystko. Może pokona nawet Koniec Świata.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



