czwartek, 4 października 2012

Tryb gry: Książę, część I

„Ci, którzy wyłącznie dzięki szczęściu zostają z prywatnych ludzi książętami, zostają nimi z małym trudem, lecz z dużym utrzymują się; oni na skrzydłach lecą do celu, więc też w drodze nie napotykają żadnych przeszkód, wszystkie one występują dopiero później, gdy się już usadowili na tronie. Takimi książętami są ci, którym dostało się państwo albo za pieniądze, albo z czyjejś łaski […]. Tacy mężowie zależą wyłącznie od woli i losu tego, który ich wyniósł, a obie te rzeczy są bardzo zmienne i niestałe.
[…]Lecz ponieważ można z prywatnego człowieka zostać księciem jeszcze na dwa sposoby (które nie dadzą się w całości odnieść ani do szczęścia, ani do dzielności), przeto sądzę, że nie należy ich pomijać […]. Polegają one na tym, że dochodzi się do władzy książęcej albo drogą zbrodniczą i niecną, albo tak, że prywatny obywatel dzięki poparciu innych obywateli zostaje władcą swej ojczyzny.”  Niccolo Makiavelli, Książę

Audaces Fortuna iuvat
Śmiałym Fortuna sprzyja. W świecie rozbitym strasznym kataklizmem, gdzie zaufanie do władców osłabło, ambitny młody człowiek może łatwo zostać Księciem. Kimś na wzór Cezara Borgii, który dzięki odwadze i sile woli wycina sobie nowe państwo z rozpadających się dawnych domen. Możliwe, że na Waszych sesjach ten wątek już się pojawił. W końcu Dziedzictwo Imperium jak żaden inny dostępny system pozwala zagrać bogatym arystokratą o wielkich ambicjach. Z drugiej strony trony świata ludzi są już obsadzone i trzeba nie lada sprytu i konsekwencji, by zdobyć któryś z nich dla siebie. Można więc spróbować dojść do tego w trakcie długiej klasycznej kampanii, albo zdecydować się skupić rozgrywkę właśnie na zdobywaniu władzy. O tym właśnie będzie dzisiejszy tekst.

Księciem może być lajonicki arystokrata, bjorski urzędnik czy nawet regalicki władca kolonii. Równie dobrze sprawdzi się w tej roli bezwzględna czarna wdowa co młoda księżniczka, która świeżo odziedziczyła majątek po starym mężu, za którego wydała ją rodzina. Taką postać wyróżnia nie pochodzenie a posiadanie władzy i chęć jej rozszerzenia. Musi być ambitna, śmiała i gotowa poświęcić wszystko dla kariery. Reszta drużyny musi się pogodzić z tym, że ich postaci będą podporządkowane jej planom. Jeżeli w Waszej grupie nikt nie czuje się na siłach wziąć na siebie odgrywanie Księcia, możecie uczynić go BNem. To pod wieloma względami dobre rozwiązanie. Pamiętajcie tylko, że takiemu władcy nigdy nie będziecie mogli w pełni zaufać.

Timidos Fortuna repellit
Bojaźliwych Fortuna odtrąca. Gra w Księcia nie jest dla tych o słabym sercu. Książę musi być bezwzględnym, niewdzięcznym i okrutnym, idealnym uczniem Makiawela. Nie może pozwolić sobie na litość, przyjaźń i zaufanie, bo oznaczają one dla niego klęskę i śmierć. Oczywiście Wasze postaci rzadko będą zdolne do tak bezdusznej gry. Historia Księcia jest opowieścią o tragedii. Cezar Borgia, wzór idealnego władcy, przegrał bo był tylko człowiekiem. Gdy opuścili go możni patroni, zdradzili też przyjaciele. W końcu, gdy los zdawał się odwracać, zginął głupią, bezsensowną śmiercią z rąk ludzi, którzy go nawet nie rozpoznali. Jeżeli nie dopuszczacie myśli, że Wasze postaci mogą przegrać, nie wybierajcie gry w tym trybie.

Książę zawsze musi być aktywny. Musi działać, bo ma wielu wrogów i konkurentów, którzy nie próżnują. Cierpliwość jest ważna, ale gdy przychodzi właściwy moment, trzeba szybko podejmować decyzje. Kto nie jest do tego zdolny, przegrywa. Wahanie oznacza śmierć. Gdy przychodzi co do czego, trzeba wybrać działanie, nawet jeśli istnieją wątpliwości. Konsekwencjami będzie można się zająć później. Jeżeli nie starczą Wam przykłady historyczne, przyjrzyjcie się klęsce Neda Starka w „Grze o Tron”. Zresztą saga Pieśni Lodu i Ognia byłaby dobrą inspiracją do tego typu kampanii, tylko że w Imperium dużo mniej ludzi kieruje się szlachetnymi pobudkami niż na Westeros. W porównaniu z przeciętnym lajonickim dworem bohaterowie tej serii to banda prymitywnych świętoszków w lśniących zbrojach, nie potrafiących dobrać narzędzi do wybranych celów. Nie każde drzwi trzeba wyważać i nie każdą różnicę zdań rozstrzygać przy użyciu maczugi. Przyjmijcie taką perspektywę, jeżeli chcecie grać w tym trybie.

Poczet książęcy, czyli role BG
Drużyna w tym trybie gry będzie miała specyficzną strukturę. Po pierwsze Gracze będą się wcielać w Księcia i jego najbliższych współpracowników. Grupa ta opiera się o podział zadań i specjalizację, a jednocześnie jest typowa dla renesansowej kultury Imperium. Poniżej przedstawiamy listę takich typów postaci. Zwykle wszystkie one są członkami Rady Książęcej (o niej więcej w części drugiej). Możecie dojść do wniosku, ze w otoczeniu księcia powinni znaleźć się wszyscy z wymienionych niżej. Warto wtedy wykupić ich jako Przyjaciół (3). Tak na wszelki wypadek.

Książę – wokół niego koncentruje się cała akcja. Jego zwycięstwa i porażki będą sukcesami lub przegranymi drużyny. Może nim grać Gracz lub możecie uczynić go z równym powodzeniem BNem. Taka postać musi z pewnością być przynajmniej arystokratą (Pozycja Społeczna 6+) i posiadać zaplecze majątkowe (Dziedzictwo lub Zaletę). Przyda się sporo Umiejętności Szlacheckich i Bojowych. To trudna rola, gdyż wymaga dobrego grania połączonego ze zdecydowaniem i pomysłowością. W końcu ostateczna decyzja w każdej sprawie należy do Księcia;

Strateg – aby zbudować własne państwo trzeba będzie prowadzić wojnę. Pokonać innych pretendentów, rozgromić siły poprzedniego władcy albo zyskać odstraszającą wrogów wojenną sławę. Często to Książę będzie wodzem, ale czasem potrzebuje pomocy wojskowego. Taka postać jest potrzebna, by chronić dokonań całej grupy i, co nawet ważniejsze, zwiększyć potencjał militarny drużyny za pomocą mistrzowskich poziomów Umiejętności;

Mistrz ceremonii/spowiednik – w Imperium walka o władzę toczy się jednocześnie na polach bitew i w pałacach władców. Zwłaszcza na początku drogi do władzy Książę potrzebuje wsparcia na dworach. Doradcy biegłego w sprawach etykiety i intryg, posiadającego szerokie znajomości. Może to być dyplomata, który poznał zwyczaje różnych Rodów albo kapłan, mający dostęp do uszu wielu możnych i stanowiący łącznik między Księciem a Kultem. Tak jak strateg broni drużyny na polu bitwy, mistrz ceremonii lub spowiednik broni jej reputacji na dworze.

Szampierz/zabójca – Książę będzie często potrzebował zlikwidować wroga lub niepotrzebnego sojusznika, ale nie może brudzić sobie rąk krwią. Potrzebuje do tego specjalnego człowieka. Czy będzie to bezlitosny szermierz, który zadźga cel w ciemnym zaułku czy też zabójca, który zadba by przeciwnik pożegnał się z życiem we własnej sypialni, profesjonalny morderca na usługach Księcia jest niezbędnym członkiem pocztu.

Mistrz szpiegów – chociaż Książę może nadzorować swoich szpiegów i agentów, zwykle nie ma czasu by robić to samemu dobrze. To praca wyjątkowo ciężka i czasochłonna. Trzeba porównywać dane z wielu raportów, zyskiwać informacje od innych członków pocztu i szukać sposobów na zdobycie przysług czy kupienie lojalności popleczników wroga. Mistrz szpiegów musi mieć szerokie wpływy, zyskać znajomości zwłaszcza w półświatku, mieć smykałkę do handlu i talent do prowadzenia negocjacji. Gdy trzeba nie może wahać się przez wydaniem rozkazu likwidacji wroga lub nawet własnego spalonego agenta, nawet jeżeli narazi go to na gniew Księcia. Czasami sam wdziewa strój zabójcy i rozwiązuje problemy. Niebezpieczna, ale bardzo ważna rola.

Artysta – pisarz przygotowujący pamflety na część Księcia i na pohybel jego wrogom, rzeźbiarz tworzący na poczekaniu wspaniałe monumenty zwycięstw, symbole władzy i łuki tryumfalne ku chwale władcy, malarz uwieczniający na płótnie wiktorię swego pana, szybko szkicujący wzory na setki ulotek i plakatów, które staną się oficjalną wizją historii, oto jedni z najcenniejszych członków pocztu. Książę może łatwo stracić twarz i poparcie ludu, jeśli dobry artysta nie dba o jego dobre imię. Na rozkaz władcy taka postać ma możliwość pognębić jego wrogów i to na wieki. Jest absolutnie niezbędna przy bardziej dworsko nastawionych kampaniach.

Wynalazca/alchemik – przy zdobywaniu twierdz, zabezpieczaniu zdobyczy, wspomaganiu wojsk i zabójców czy zdobywaniu szacunku na dworze, pomysłowy uczony okazuje się często nieoceniony. Tak jak Cezar Borgia miał Leonarda da Vinci (tak, tego Leonarda!), Książę potrzebuje specjalisty od rzeczy nowych. W końcu sam walczy ze starym porządkiem. Nowoczesne technologie i błyskotliwe rozwiązania to domena takiej postaci. Choć wydaje się nie być niezbędny, wynalazca czy alchemik jest dziką kartą, która może zadecydować o sukcesie lub porażce Księcia.

Doradca magiczny – w świecie, w którym magia działa, istnienie takiej osoby w otoczeniu Księcia jest oczywistością. To tak oczywiste dla tej kampanii jak konieczność istnienia gwardii, zaplecza w majętnościach czy sieci agentów. Bez takiego wsparcia każdy czarownik może zniweczyć wszelkie plany władcy, Starczy użyć prostej magii umysłu, by odczytać plany, wyciągnąć wszelkie sekrety z najbardziej lojalnych sług czy nawet jako gość w cudzym umyśle dostać się na spotkanie Rady Książęcej. Każdemu władcy potrzebny jest producent mikstur i amuletów, które uchronią wykonawców planów przed niebezpieczeństwami magicznego świata.

Na koniec kilka słów z Księcia samego Makiawela:

XXII O doradcach księcia
Nie jest dla książąt rzeczą małej wagi wybór ministrów, którzy zależnie od jego rozumu są dobrymi lub złymi. I pierwsze przypuszczenie, jakie się czyni o panu i jego umyśle, wysnuwa się z tego, jakich przy nim widzi się ludzi; gdy ci są zdatni i wierni, można go zawsze uważać za mądrego, gdyż umiał poznać się na ich zdatności i utrzymać ich w wierności. Natomiast gdy jest przeciwnie, wtedy zawsze wytworzyć sobie można niekorzystny o nim sąd, gdyż już w samym wyborze ich popełnia pierwszy błąd. Każdy, kto znał messera Antonia da Venafro jako ministra Pandolfa Petrucciego, księcia Sieny, uważał Pandolfa za bardzo mądrego męża, gdyż miał tamtego za swego ministra. Są bowiem trzy rodzaje umysłów: jeden rozumie sam przez się, drugi rozumie to, co mu inni pokazują, trzeci nie rozumie ani sam przez się, ani gdy mu inni pokazują; pierwszy jest najwyborniejszy, drugi wyborny, trzeci do niczego; koniecznie przeto być musiało, że Pandolfo, jeżeli nie stał na pierwszym stopniu, stał na drugim, gdyż zawsze, ilekroć ktoś ma swój sąd w rozróżnieniu dobrego od złego, które ktoś inny popełnia i mówi to chociażby sam z siebie niczego wymyślić nie potrafił poznaje przecież złe i dobre czyny ministra, do tych ostatnich zachęca, tamte poprawia, a minister nie może mieć nadziei, że go oszuka, i dlatego trwa w dobrym. A jest nie zawodzący nigdy sposób na to, aby książę mógł poznać ministra: kiedy widzi, że minister myśli więcej o sobie niż o tobie, że we wszystkich czynnościach szuka swej korzyści, taki człowiek nie będzie nigdy dobrym ministrem i nigdy nie możesz zaufać mu, albowiem ten, kto dzierży w swym ręku sprawy państwowe, nie powinien nigdy myśleć o sobie, lecz o księciu, i pamiętać tylko o tym, co jego dotyczy.
Atoli z drugiej strony, aby minister pozostał dobrym, powinien także książę myśleć o nim, obsypując go zaszczytami i bogactwami, zobowiązując go względem siebie przez udzielanie mu honorów i urzędów, aby obfitość uzyskanych zaszczytów i obfitość bogactw wykluczała pragnienie innych zaszczytów i bogactw i aby obfitość urzędów kazała mu obawiać się zmian; pozna więc, że nie może obejść się bez księcia. Tacy książęta i tacy ministrowie mogą sobie wzajemnie ufać, gdy zaś jest inaczej, to zawsze w końcu i jeden, i drugi źle na tym wyjdzie.

Już wkrótce część II: mechanika Księcia.

wtorek, 2 października 2012

Edukacja w Imperium: Akademie

W świecie bez centralnie koordynowanej edukacji, akademie to niemal niepodległe republiki intelektualistów. Są nieliczne, elitarne i niezbędne. Cieszą się przywilejami, które wyjmują je spod jurysdykcji władz miejskich a nawet przedstawicieli władców prowincji i krain. Zajmujące często całe dzielnice, rządzą się własnymi prawami a nawet wpływają na politykę swoich regionów. Zwłaszcza żacy są potężną grupą nacisku, gotową chwycić za pałki, kordy i kamienie by poprzez tumult bronić swoich (i akademii) racji. Wspierani przez swoich nauczycieli na dworach i w sądach, są potęgą z którą liczą się nie tylko rajcowie czy burmistrze, ale też hrabiowie i książęta.

W akademiach o pozycji decydują tylko talent i znajomości, nie zaś urodzenie. Wybitni uczeni dzięki swym zdolnościom zyskują szansę objęcia stanowiska dziekana, kwestora czy nawet rektora na dany semestr. Za tym zaś często przychodzą zaszczyty: nominacje na doradców arystokratów, dyplomatów-jurystów czy osobistych lekarzy władców. Profesura to też znakomita szansa na nobilitację. Choć wielu wykładowców to ciągle duchowni, coraz częściej świeccy decydują się na karierę naukową właśnie po to, by wprowadzić swe rodziny w szeregi szlachty. Wejście do tej warstwy często ułatwiają kontakty z dobrze urodzonymi studentami. Akademie produkują więc elity nowego świata: wykształconych absolwentów i ambitnych uczonych.

W dzisiejszym Imperium można wyróżnić trzy rodzaje akademii. Najstarsze i najbardziej typowe wyrosły z dawnych szkół teologii i prawa, które w ciemnych wiekach służyły kształceniu urzędników państwowych. Dziś to uczelnie skupiające się na sztukach wyzwolonych (na tym poziomie geometrii, arytmetyce, astronomii i rytmice), na poziomie bakalaureatu i prowadzące wykłady dla magistrantów z prawa, medycyny, teologii i filozofii.  Większe z nich nadają też tytuły doktora. Cieszą się sporymi przywilejami: wybierają własnego rektora, zwykle co semestr, mają własną straż i sąd oraz flagi, chór i hymn. W Imperium można znaleźć ich blisko dziesięć, choć większość to dziś wymarłe miasteczka akademickie. Zwykle żyje tylko jeden lub dwa wydziały, czasem zaś, jak w przypadku resztek Akademii Agenais, pozostaje tylko biblioteka, pielęgnowana przez ostatnich spośród żyjących jeszcze profesorów.

Drugi typ akademii to Uniwersytety Większe. W naszych czasach tylko trzy uczelnie mają takie prawa. To Uniwersytet Eleński, Collegium Magicum Novum oraz Pentademia w Kaplas. Są to w zasadzie niezależne miasteczka, odgrodzone od reszty Stolicy murami, posiadające własne straże, sądy i prawa. Każda taka jednostka ma odmienny ustrój, zwykle jednak najważniejszymi jej organami są rektor i senat wspomagani przez dziekanów,  czasem też kwestora (Uniwersytet Eleński), czy kustosza (Pentademia). To potężne instytucje, z którymi związane są setki ludzi. Mają możliwość prowadzenia kosztownych badań w swoich dziedzinach, często zyskują potężnych sponsorów. To miejsca, w których wymiana pomysłów przebiega szybko i intensywnie. Tu odbywają się zażarte dysputy. O ile mniejsze akademie korzystają z pomocy prywatnych księgarzy, te potężne uczelnie mają własne wydawnictwa, drukujące dużo i w sporych nakładach. Tu powstają i zyskują popularność nowe idee i wynalazki. Uniwersytety Większe to temat na oddzielną opowieść.

Trzeci typ uczelni powstał niedawno, w ostatnim półwieczu. To specjalistyczne szkoły kształcące specjalistów z dziedzin, które dopiero ostatnio przestały być prostym rzemiosłem. Większość z nich związana jest z wojskiem, szkoląc oficerów, żeglarzy czy inżynierów. To niewielkie i elitarne instytucje. Nie nadają one typowych tytułów naukowych, a ich studenci nie są nazywani żakami (najczęstszym określeniem na nich są „kadeci”). Ich organizacja też bardziej odpowiada wojskowej niż tej znanej z klasycznej akademii. Mimo wszystkich odrębności, stały się już częścią systemu edukacyjnego Imperium.

Stopnie naukowe
Bakalaureat (bakałarz) – to najniższy stopień przyznawany przez niemal wszystkie akademie. Na tym poziomie kończą zwykle edukację żacy szlacheckiego pochodzenia oraz ci, którzy nie planują kariery naukowej. Człowiek, który chce być nazywany wykształconym, a któremu nie potrzeba tytułu medyka, jurysty czy teologa, poprzestaje na bakalaureacie. By zostać bakałarzem starczy zaliczyć pewien zestaw wykładów (co zajmuje zwykle trzy lata), przedstawić tezę (zazwyczaj związaną z planowanym dalszym tokiem studiów), a następnie obronić ją przed atakami trójki wybranych doktorów i profesorów. Pomysł nie musi być oryginalny, można go zaczerpnąć od klasyka, ale wtedy trzeba się przygotować na pytania tyczące się jego najbardziej zagorzałych przeciwników i ich głównych dzieł. Magowie nie znają takiego stopnia, bo nie pozwalają na zakończenie nauki na tym etapie. Większość bakałarzy kontynuuje naukę, przenosząc się po obronie z bursy nauk wyzwolonych do oddzielnego budynku przeznaczonego dla studentów danej specjalizacji mistrzowskiej.

Magisterium (magister, mistrz) – tytuł ten uzyskuje się po ukończeniu pełnego toku wykładów ze specjalności (co zajmuje kilka lat), a następnie przygotowaniu odpowiedniej pracy mistrzowskiej. W zależności od akademii i specjalności może to być rozprawa, krótka lista tez, komentarz do jakiegoś prawa (czy to miejskiego wilkierza czy dekretu samego Imperatora), a czasami nawet jakiś majstersztyk. Dzieło zostaje ocenione przez profesorów danego wydziału, którzy są przy tym zwykle bardzo ostrożni. W końcu magister będzie szczycił się ukończeniem ich akademii. Taki człowiek jest pełnoprawnym wykonawcą swej profesji i może cieszyć się wszystkimi związanymi z tym przywilejami.

Doktorat (doctor) – doktorem zostaje specjalista w danej dziedzinie, który przygotował określoną przez uczelnię liczbę oryginalnych tez a następnie obronił je publicznie w przytomności profesorów danego wydziału. Brzmi to banalnie, jednak wcale takim nie jest. Kandydat na doktora często musi spierać się z innymi znawcami dziedziny przed obliczem ważnych lokalnych osobistości, czasami nawet samego hrabiego. To tyleż szansa co zagrożenie. Czasami zdarza się nawet, że dwóch magistrów o przeciwstawnych poglądach musi stanąć naprzeciw siebie i walczyć o tytuł. Wszak ludzi jest coraz mniej i wcale nie trzeba tak wielu doktorów.
 W wielu profesjach ranga ta otwiera nowe możliwości. Wielką estymą cieszą się zwłaszcza doktorzy praw (zatrudniani przez kancelarie władców oraz stanowiący trzon Sędziów Imperialnych) oraz doktorzy medycyny. Większość tych, którzy obronili swe tezy stara się o zatrudnienie na stanowisku profesorskim na którejś z uczelni. To jednak droga trudna i pełna wyrzeczeń.

Kolegia profesorskie – profesorami nazywa się tych uczonych, którzy zostali starszymi wykładowcami w swojej dziedzinie. Zajęcia z młodzieżą prowadzą czasem nawet co zdolniejsi mistrzowie, ale to ich starsi koledzy są wyroczniami w swych specjalnościach. By zostać profesorem trzeba jednak wielkiej siły ducha i determinacji. Po pierwsze trzeba obronić doktorskie tezy w sposób, który nie zrazi pozostałych członków akademii. Dalej należy wyczuć odpowiedni moment i zgłosić się do władz uczelni, gdy potrzebować będzie ona wykładowcy. Trzeci krok to poddanie się ścisłej regule kolegium profesorskiego. Starsi wykładowcy, zgodnie z antycznym zwyczajem, mieszkają bowiem razem we wspólnym piętrowym budynku. Otrzymują niewielki pokój, dostęp do biblioteki oraz trzy posiłki dziennie. W gmachu kolegium obowiązuje zwykle cisza nocna oraz porządek podobny do klasztornego. Tylko szacownych profesorów o wyrobionej pozycji furtian wypuszcza na zewnątrz po zmroku. Żacy śmieją się czasem, ze profesorowie w kolegium mniej mają praw niż oni w swych bursach. Źródłem tego stanu rzeczy jest fakt, że nawet w naszych czasach przeszło połowa wykładowców to duchowni, kapłani lub zakonnicy. Ci, którzy chcą założyć rodziny, muszą wstrzymać się aż do czasu, gdy władze uczelni uznają ich za pełnoprawnych członków swego grona. Wtedy mogą starać się dyspensę na mieszkanie poza kolegium, na to jednak niewielu stać. Stąd profesorowie częściej utrzymują stałe kochanki niż żony i trzyma się bezpiecznych murów kolegium miast szukać szczęścia poza nimi. Wyjątek stanowią nieliczni uczeni szlacheckiego pochodzenia.

Znane akademie
Akademia Montsegurska – spośród uczelni rozsianych po księstwach i baroniach, ta jest bodaj największa a z pewnością najbardziej znana. Za siedzibę ma półoficjalną stolicę Laion, miasto intryg, pałaców i przepychu. Centrum wielkiego świata. Zjeżdżają tu studenci z całego Imperium. Większość żaków to ludzie szlachetnie urodzeni, którzy szkolą się tu na dyplomatów, równocześnie poznając zawiłości prawa czy prawidła historii. Płacą oni wcale wysokie czesne. Akademia jest w związku z tym bogata, profesorowie chodzą w togach ze świetnych materii a rektor ma do dyspozycji sporą gwardię i niemałe ziemskie włości. Butni żacy, majętni profesorowie i możliwość prowadzenia niemal dowolnych badań sprawia, że Akademia Montsegurska z jednej strony chętnie miesza się do polityki swego księstwa, z drugiej zaś jej profesorom marzy się status prawdziwego Uniwersytetu. Jak to w Laion, o powodzeniu tych planów zadecyduje wynik Gry.

Szkoła Inżynierska w Rit – w całym Imperium Rit słynie jako wielkie centrum rzemiosła. Nic więc dziwnego, że to tam władze Ligi Północnej otworzyły niedawno szkołę dla młodych wojskowych, którzy będą pełnić w armii rolę inżynierów, saperów i kwatermistrzów. Większość trafiających tam Biora (rzadko można tam spotkać przedstawicieli innych Rodów Ligi), to młode pokolenie, urodzone już po Końcu Świata. Żacy są więc nieco młodsi, niż jest to w zwyczaju na innych akademiach, ale mając na uwadze koncept szkoły nie jest to dziwne. Nim osiągną pełnoletniość mają być gotowi, by służyć w najnowocześniejszej machinie wojennej świata ludzi. Poznają więc pod kierunkiem weteranów Wojny Ostatecznej zasady geometrii, fizyki, arytmetyki i podstawy alchemii. Trzy razy w tygodniu ćwiczą też fizycznie, by być gotowymi do służby. Szkoła Inżynierska to na razie eksperyment, ale wkrótce może się okazać jednym z największych atutów Biora.

Akademia Urzędnicza w Aude – nowa stolica Ligi Północnej to miasto urzędów, sądów i biurokratów. Biora starali się zawsze utrzymać zdrową równowagę między działaniem a pokrywaniem pismem kolejnych stronic. Jest to jednak społeczeństwo, które wymyśliło samokrytyczne „raporty obywatelskie” oraz produkuje cała masę wniosków i donosów, które urzędnicy Ligi muszą analizować, a gdy trzeba wszczynać w ich sprawie odpowiednie postępowanie. Stąd od dłuższego czasu w Aude funkcjonuje uczelnia zwana dawniej Szkołą a dziś Akademią Urzędniczą. Uczy się na niej głównie prawa, bjorskiej sztuki retoryki, reguł rządzenia i szybkiego pisania. Pomocniczo studenci poznają też historię, sztuki wyzwolone i geografię Imperium. Większość absolwentów tej akademii zostaje urzędnikami w potężnej maszynie biurokratycznej Ligi, ale wielu skierowanych zostaje do służby dyplomatycznej czy otrzymuje niskie ale za to samodzielne stanowisko.

Szkoła Oficerska w Fort Neuf – najstarsza spośród akademii nowego typu, ta szkoła kształci najlepszych dowódców, jakimi pochwalić się może Laion. Wszyscy jej uczniowie to szlachta, a wysokie wpisowe stanowi barierę dla wszystkich poza członkami prawdziwie znacznych rodzin (chyba że książę Avignionet osobiście zwolni wybranego studenta z tej opłaty, co zdarza się rzadko). Szkoła Oficerska nie jest uczelnią w sensie ścisłym ale nie stanowi też zwykłego obozu szkoleniowego. Jej uczniowie, zwani kadetami. odbywają wykłady z weteranami, uczą się historii wielkich bitew i zasad dyplomacji. Ćwiczą intensywnie szermierkę, jazdę konną oraz walkę bronią ciężką, typową dla pól bitew. Poznają tajniki budowy i zdobywania twierdz oraz wykorzystania magów w czasie bitwy. Na najwyższych latach prowadzą symulowane bitwy i na Pustkowiach uczą się kierować ludźmi. Po czterech latach nauki dwudziestoletni absolwent  należy do najgroźniejszych ludzi w Imperium. Zna bowiem znaczenia słów dyscyplina i lojalność, a w pamięć głęboko wtłoczone ma motto szkoły: „Oficer bierze odpowiedzialność za przyszłość swego Rodu”.

Biblioteka rodziny de Chantel i Akademia Mniejsza – rodzina de Chantel jest znana w Laion ze swych przepastnych księgozbiorów oraz serii powiedzonek, których myślą przewodnią jest „nie pozwól, by de Chantel przypomniał sobie o Tobie”. Członkowie tej linii korzystają w Grze z wiedzy o dawnych grzechach swych przeciwników lub ich przodków: zdradach, mezaliansach, porażkach i brudnych sekretach. Po Końcu Świata ocalały dwie linie de Chantel: północna, której głową jest hrabia Speraux, oraz południowa, strzegąca sekretów Biblioteki. Tej drugiej długo nie wiodło się zbyt dobrze. Niełaska książęca, złe zbiory i ogromne koszty utrzymania ksiąg w porządku prowadziły ją na skraj ruiny. Pewnego dnia de Chantel znaleźli rozwiązanie. Po starannych studiach wybrali dziesięciu wybitnych uczonych, specjalistów z dziedzin historii, genealogii, geografii, historii muzyki i filozofii. Zaprosili ich do swojej Biblioteki, co było niespotykanym zaszczytem. Gdy wybrańcy zagłębili się w bogactwo zebrane przez pokolenia de Chantel i, co ważniejsze dla ludzi umysłu, spotkali ze sobą nawzajem, nie chcieli opuszczać tego miejsca. Strach przed obrażeniem gospodarzy i utratą dostępu do niezwykłych źródeł sprawił, że ściągnęli do siebie najwierniejszych uczniów. Gdy przyciągnięci sławą zebranych umysłów zaczęli napływać żacy a książę, pod naciskiem własnych doradców, ufundował im okazały budynek jako miejsce studiów, narodziła się Akademia de Chantel. Rodzina zaczęła zaś czerpać zyski z udostępniania zbiorów oraz pobierając czesne od studentów. Ciągle jednak wiedza jest reglamentowana. Tylko ludzie z krwi de Chantel mają dostęp do wszystkich zbiorów i tylko oni mają wstęp do magazynów Biblioteki. Nikt nie wie, czy nie czai się tam więcej niż tylko tajemnice z przeszłości. W każdym razie młoda akademia rozwija się dynamicznie, ale na razie ma prawo jedynie nadawać stopień bakałarza. To jednak może się szybko zmienić.

Pentademia Kaplaska – trzecia co do wielkości uczelnia w Imperium znajduje się naprzeciw Pałacu Arcykapłana, po drugiej stronie ogromnego antycznego placu zwanego Forum Pentadei. Ta akademia jest najpoważniejszym ośrodkiem rozwoju teologii i prawa kanonicznego Kultu. Wykłada się też na niej filozofię, wiedzę o zakazanych kultach i historię starożytną. Mimo przywiązania do wartości Księgi Proroków, studiuje się tu też pisma w wymarłych językach. Podobno więcej tu czytających w języku monarchii niż w Realmie, a na ścianach łaźni kleryków można znaleźć wszystkie znane współcześnie paremie w staroimperialnym oraz kilka nowych, zgoła nieprzyzwoitych. Wykładają tu nietuzinkowi ludzie, którym za ciasno było w murach Szkół Księgi. Studenci zaś dobrze wiedzą, że studia na Pentademii otwierają przed nimi perspektywy wspaniałej kariery czy to w Pałacu Arcykapłana, w murach Alma Mater czy jako sekretarz lub intendent u boku jakiegoś prominentnego Opiekuna. Wiele można jeszcze powiedzieć o Pentademii, ale dość rzec, że dla młodych i zdolnych jest to najlepsze miejsce dla rozpoczęcia kariery. Zwłaszcza że lżejsze obyczaje Kaplas pozwalają im nie bać się ostrych rygorów, z jakimi radzić sobie muszą żacy na prowincjonalnych uczelniach. Przede wszystkim zaś, co dzieli kler Kultu coraz mocniej, bardzo liberalnie myślą o kwestii celibatu kapłanów i przyszłości tej instytucji. Jako ludzie nauki, nie wzdrygają się przed prowadzeniem eksperymentów w tej materii.

wtorek, 25 września 2012

Edukacja w Imperium: seminaria i szkoły Kultu

Kult Pięciu Bogów to organizacja, która zdominowała edukację w Imperium. Nie należy się temu dziwić. W końcu to on potrzebuje największej liczby wykształconych rekrutów. Oczywiście nie wszyscy absolwenci jego szkół zostają kapłanami, ale wielu wybiera karierę duchowną. Do seminariów Kultu trafia nastoletnia młodzież, zazwyczaj po szkołach świątynnych i przyklasztornych. Po ich ukończeniu niektórzy kontynuują naukę na akademiach, przede wszystkim na Uniwersytecie i Pentademii w Kaplas. Wielu przyszłych teologów i corectorów decyduje się wzbogacić swoją wiedzę w ten sposób. Jeżeli można mówić w Imperium o szkołach średnich, są nimi właśnie seminaria. Warto jednak zaznaczyć, że dalece różnią się one od naszych liceów i techników. Prędzej można by je porównać do szkół z internatem. Panuje w nich surowa dyscyplina, zbliżona do tej, która właściwa jest dla zakonów. Wielu świeżo wyświęconych duchownych przenosi tę wyuczoną praktykę w życie na prowincji. Są niestety tacy, którzy skoro tylko wyrwą się spod czujnego wzroku ojców-preceptorów, rozluźniają znacznie swoje obyczaje. Z drugiej strony coraz częściej słyszy się, że celibat się przeżył i w dzisiejszym Imperium należy przymykać oko na niedyskrecje duchownych.

Seminaria duchowne – znaleźć je można w stolicy każdej prowincji kościelnej Kultu. Ostatnio Arcykapłan wydał bullę, która ma podnieść ich liczbę do pięćdziesięciu pięciu. Jest to jednak przedsięwzięcie kosztowne, a władcy poszczególnych krain nie kwapią się ze wsparciem finansowym. Tymczasem pozostaje nieco ponad trzydzieści takich szkół dla przyszłych kapłanów. Uczą się w nich tylko chłopcy. Zwykle siedzibą seminarium jest specjalny budynek przy pałacu Opiekuna Wiernych. Musi być on odpowiednio duży, by pomieścić zarówno sale lekcyjne, kaplicę jak i pokoje seminarzystów. Zwykle ma więc dwa lub trzy piętra. Reguła zabrania kandydatom na duchownych opuszczania murów seminarium, za wyjątkiem uczestnictwa w nabożeństwach w świątyni oraz wykonywania prac porządkowych – zazwyczaj uprawy ogrodu warzywnego i zielnika utrzymywanych na potrzeby seminarium lub dla zakupów na miejscowym targu, jeżeli uczeń pomaga w kuchni. Budowane ostatnio gmachy, ze względu na kształt przypominający literę „ae”, nazywane są czasem „aesami”(lub „dziełkami”).
Seminarium w Aude

Seminaria corectorskie – na pierwszy rzut oka szkoły corectorów niewiele różnią się od miejsc nauczania kapłanów. Zwykle mają podobny plan i panuje w nich surowa reguła.  Pod tymi pozornymi podobieństwami kryje się jednak cała masa różnic. Mimo że takich ośrodków szkolenia mnichów-śledczych jest w Imperium około dziesięciu, jednorazowo kształci się w nich ledwie kilka osób. Szkoły te są koedukacyjne, z sypialniami rozdzielonymi przez sale wykładowe. Tych jest więcej, są też wyposażone niezwykle starannie. Przepastne magazyny seminariów tego zakonu zawierają rozmaite nietypowe modele broni, alchemiczne odczynniki, niezwykłe zioła i szczątki monstrów. Biblioteki kryją w sobie pilnie strzeżony dział ksiąg zakazanych, ocierających się o herezje lub wprost bluźnierczych. Dlatego, mimo przyjaznego wyglądu, szkoły corectorów to prawdziwe fortece. Oficjalnie chronić mają prostych ludzi przed niebezpieczną wiedzą zamkniętą w ich murach. Jednak nie można wykluczać, że grupa sprytnych kultystów czy nawet podburzona tłuszcza, spróbuje wedrzeć się do środka, by poznać tajemnice, przed którymi bronią ludzi corectorzy. Dlatego też od młodych ludzi wstępujących w szeregi tego bractwa wymaga się szczególnej rozwagi. Nim dopuści się ich do tajnych zapisków i niebezpiecznych zasobów zakonu, są poddawani ścisłej obserwacji i wyczerpującemu treningowi prowadzonemu przez starszych. Seminaria corectorskie są bowiem równocześnie miejscami schronienia i odpoczynku dla braci i sióstr pomiędzy misjami. Oprócz trzech zamków, które należą do zakonu, to właśnie one są najbliższym odpowiednikiem jego klasztorów. Każdym zarządza Lady lub Lord Corector. Tu przechowywane są raporty oraz więzieni heretycy. W porównaniu z tym rygor kapłańskich szkółek wydaje się przejażdżką po lesie. Po czterech lub pięciu latach świeżo wyświęceni Siostra czy Brat są dobrze obeznani z funkcjonowaniem ich organizacji i gotowi do wykonywania pierwszych misji. Seminarium pozostaje jednak jeszcze długo ich drugim domem.

Szkoły Księgi – spośród wszystkich placówek edukacyjnych Kultu Szkoły Księgi zasługują na szczególną uwagę. W głównej religii Imperium Księga Proroków odgrywa szczególną rolę. Najważniejsi w Hierarchii kapłani mają za zadanie przede wszystkim dbać o poprawność przekazywania wiernym jej zapisów. Choć każda świątynia ma kopię tego świętego tekstu, szeregowe duchowieństwo korzysta zwykle z brewiarzy, zawierających wybór fragmentów na każdą okazję. Dlatego znajomość słów Proroków choć dobra, pozostaje w Imperium wybiórcza. Tylko nieliczna grupa zawodowych teologów naprawdę zgłębiła księgi i skomplikowaną strukturę dogmatyczną Kultu Pięciu Bogów. Większość z tego szacownego grona to absolwenci Szkół Księgi, najbardziej elitarnych, oprócz Pentademii, placówek edukacyjnych prowadzonych w imieniu Arcykapłana. To już w zasadzie prawdziwe uczelnie, mające uprawnienie do nadawania stopnia bakałarza teologii. Uczą się w nich zarówno młodzi ludzie jak i zakonnicy czy kapłani, którzy zdecydowali się poszerzyć swoją wiedzę. W pięciu Szkołach Księgi prowadzonych w tej chwili w Imperium (po jednej pod auspicjami każdego Opiekuna Księgi), wykładają najtęższe teologiczne umysły naszych czasów.  Ostatnio coraz częściej pojawiają się zarzuty względem scholastycznej metody wykładni tekstu. Podważa się też bezstronność uczonych, którzy odrzucają interpretacje Końca Świata proponowane przez skrajne odłamy Kultu. Zdarzają się tumulty i wystąpienia natchnionych kaznodziei, którzy potępiają Szkoły Księgi. Mimo to młodzi teolodzy ciągle jeszcze mogą poznawać tajemnice Proroków w starożytnych salach wykładowych o łukowych sklepieniach, gdzie najlżejszy dźwięk z katedry słychać na drugim końcu pomieszczenia. Mistrzowie przekazują tu wybranym na kontynuatorów ich dzieła uczniom starożytne sekrety. Uczniom dane jest spędzić lata w bibliotekach przeglądając zakurzone pisma starożytnych myślicieli i tworzyć własne teorie na temat obecności Bogów na Stworzeniu. Są być może ostatnim pokoleniem, które ma możliwość zanurzenia się w czasy sprzed Końca Świata, odchodzące już w zapomnienie średniowiecze.

Zasada opcjonalna: postać, która ukończyła Szkołę Księgi, wybierając Szkolenie Uczony może wymienić Alchemię na Teologię (Kultu Pięciu Bogów) albo Religioznawstwo.