czwartek, 9 sierpnia 2012

Wojna z Elfami - faza III


Jednym z najważniejszych wydarzeń po Końcu Świata była wojna Imperium z elfim Cesarstwem. To trwające przeszło trzy lata zbrojne zmagania, w których brały udział wszystkie Rody. Przełomowy moment, w którym na nowo zaczęto definiować Imperium. Wtedy puste słowa zaczęły nabierać niezwykłej wagi i nieznanego wcześniej znaczenia. Stolica. Imperator, Ludzkość. Wielkimi literami pisze się jej właśnie od Wojny z Elfami. Chociaż w podręczniku zamieściliśmy masę informacji na jej temat, warto kilka rzeczy wyjaśnić. Po części dlatego, byście mogli wzbogacić swoje historie postaci o wydarzenia z tego okresu, albo nawet rozegrali kampanię w czasach, o których będzie tu mowa, a po części z myślą o nowej edycji Dziedzictwa Imperium.
Trzecia faza – niepełny odwrót
Elfy nie opuściły Imperium łatwo. Zanim podjęły decyzję o odwrocie musiało minąć kilka tygodni. Ostatecznie ich postępowanie było dla ludzi równie niezrozumiałe, co powód rozpoczęcia tej wojny. Elfie dowództwo podjęło bezprecedensową decyzję. Przy użyciu magii utworzyli wielką burzową chmurę, z której przemówił potężny głos. Ogłosił, że Jedyny uznaje Kaplas za Ostatni Bastion Ludzkości, pod opieką Cesarza. Legiony zaś odejdą i wrócą dopiero, gdy upadła rasa znajdzie się w niebezpieczeństwie. Wielu prostych ludzi wpadło w panikę. Taka manifestacja nadprzyrodzonej mocy wielu kojarzyła się z boską interwencją. Zwłaszcza, że ogromna większość świadków tego zjawiska nie rozumiała wypowiadanych przez chmurę słów. Ludzie uczeni pojęli jednak ten przekaz, po elfim akcencie rozpoznając jego polityczną naturę. Gdyby to nie było wystarczająco przekonywującym dowodem, wraz z wypowiadanymi słowami na tle ciemnego nieba pojawiały się, niby błyskawice, elfie runy powtarzające przemowę na piśmie. Poddani Cesarza okazali swoja pogardę względem Ludzkości.

Jeszcze tej samej nocy legiony ruszyły w długą drogę powrotną. Niewielu było świadomych tego, że około pięćdziesięciu Elfów zostało w Kaplas. Rozpoczęli oni przygotowania do utworzenia stałego cesarskiego przedstawicielstwa dyplomatycznego oraz budowy świątyni Jedynego. Pozwolił na to Tobiasz Lleni, z nie do końca jasnych przyczyn. Różnie tłumaczy się też sam fakt odstąpienia potężnej armii spod Kaplas. Jedni, a zwykle są to Biora, mówią, że klęska w Bitwie Niedźwiedziego Mostu przejęła spiczastouchych strachem i uciekli nocą przy pierwszej okazji. Drudzy trzymają się tego, że legionom po roku w Imperium kończyła się aprowizacja, a zniszczenie Centcastel i wywiezienie ludności uniemożliwiło im budowę zaplecza na miejscu. Trzeci mówią, że była to w zasadzie wyprawa łupieżcza, więc gdy przestała przynosić zyski, agresorzy wrócili do domów. Czwarta wersja to pogląd, że Cesarstwo upewniło się po prostu, że ludzie nie stanowią zagrożenia. Gdy to stało się jasne, wycofało się. W końcu istnieje grupa, która głosi, że Elfy wycofały się, bo dostały to, po co przybyły. Trudno powiedzieć, co to mogło by być. Koncepcji jest wiele: niewolnicy, relikwie, wrogowie Cesarza. Nieliczni posuwają się nawet do twierdzenia, że Cesarstwo złamało wtedy niepokornego ducha Imperium, napełniając serca prostych ludzi strachem i nawet możnych bojaźnią. Imperium boi się Elfów i może o to właśnie im chodziło. Ludzie nie atakują granic spiczastouchych a Kaplas boi się sprzeciwić, ciągle nielicznym, prośbom-rozkazom Mirinowana.

Elfy wycofały się przez zabezpieczone wcześniej tereny na Pustkowia. Marsz był osłaniany przez, tym razem dobrze wykorzystany, realmicki zwiad. Dzięki temu udało się legionom uniknąć niebezpieczeństw. Były też przygotowane na niespodziankę, którą szykowali dla nich ludzie.

Bitwa Pola Łez
Wielu nie godziło się z nowym porządkiem rzeczy, który zapanował w Imperium po Wojnie Ostatecznej. Większość z nich, ludzie pochodzący z upadłych lub zniszczonych krain, źródła nieszczęść upatrywała w elfiej inwazji. Prym wiedli wśród nich członkowie lajonickich rodzin panujących, które straciły swe ziemie i Dwory w Końcu Świata. Najważniejszymi z nich byli Christon książę de Viterbe, Francois książę Castelasarin i Victor książę Perles. Nie akceptowali oni swoistego zawieszenia broni, które pozwoliło Elfom na wycofanie się z ziem ludzi. Uzyskali oni wsparcie oraz istotne informacje wywiadowcze od generała Gaetana Salvemini di Corazzi, szefa sztabu podczas obrony Kaplas. Książęta poprowadzili podległe im wojska oraz wsparcie ze strony innych Rodów (przede wszystkim Górali i Realmitów oraz korpusy pomocnicze z Avignionet i Combrai) przeciwko wycofującym się legionom.

Bitwa Pola Łez była ostatnim starciem w stylu dawnych wieków. Stoczona została w otwartym polu, na rubieżach Imperium. Konni rycerze odziani w zbroje prowadzili szarżę, wspierani przez lekką jazdę i osłaniani przez piechotę. Już w czasie Wojny Ostatecznej ten sposób prowadzenia wojny okazał się przestarzały a w starciach zbrojnych tryumfowała dobrze wyposażona ciężka piechota, jazdę mająca za wsparcie. Jednak młodzi dziedzice starożytnych linii woleli o tym zapomnieć. Wierzyli w dawno umarłe rycerskie ideały. Nie dopilnowali też efektu zaskoczenia. Zostali z dużym wyprzedzeniem zidentyfikowani przez zwiadowców legionów. Cesarskie wojska przyjęły obronną formację na wzgórzu, osłaniane z jednej strony przez niewielki, ale gęsty las, z drugiej zaś przez bagnisko.

Gdy ludzie dotarli na pozycję, elfi czarodzieje po raz kolejny wykorzystali swoją władzę nad środowiskiem. W sposób w Imperium niespotykany wykorzystali lekką mżawkę dla rozmiękczenia ziemi przed ciężką jazdą ludzi. Armia książąt liczyła, wedle zachowanych przekazów, mniej niż 20 tysięcy żołnierzy. Elfy bezlitośni skorzystały również z własnej przewagi liczebnej. Jak przed blisko dwustu laty, gdy w czasie Wojen Domowych cisowe łuki Księstwa Wzgórz powstrzymały inwazję Biora, tysiące elfich strzał spadły na brnącą w błocie jazdę. Kolejne salwy zabijały rumaki, przebijały pancerze, zamieniały czoło szarży w krwawą miazgę, stanowiącą niemożliwą do przebrnięcia przez resztę armii ścianę stali, połamanych kości i poszarpanego mięsa. Resztki kawalerii, które dotarły wreszcie do szeregów legionistów, zostały zmasakrowane przez piechotę Cesarstwa wspieraną przez realmicką jazdę. Zginęły setki ludzi, w tym książę Victor de Perles. Francois de Castelasarin odniósł ranę, która sprawiła, że nigdy nie doczekał się potomstwa. Polegli przedstawiciele dziesiątek możnych rodzin Imperium. Christon de Viterbe poprzysiągł ich pomścić i resztę swego życia poświęcił temu jednemu celowi. Wśród zabitych znalazł się generał Maksymilian le Fay, który wcześniej przez osiem miesięcy bronił Amourville przed Biora. Głośny oponent planu książąt wypowiedział ponoć zdanie „To bitwa bez przyszłości i bez perspektyw”, które później Nicolas le Fay odniósł do wojny jako takiej. Generał padł z bronią w ręku, do końca wykonując rozkazy rodziny de Laion.

Ostatnia bitwa między ludźmi a Elfami przyniosła druzgoczącą klęskę sił Imperium. Dla Lajonitów była ona tak dotkliwa, że w pamięci tego Rodu przykryła zarówno Bitwę Niedźwiedziego Mostu jak i udane potyczki początku inwazji. Co gorsza, zwróciła też uwagę wroga na dotąd bezpieczne Avignionet. Dla Cesarstwa stała się zaś symbolem zwycięstwa nad upadłą rasą. Powodem do dumy i uzasadnieniem dla dalszej obecności jego sił w tym regionie Stworzenia. Dla znawców strategii to synonim klęski zrodzonej ze zbytniej pewności siebie. Dla wielu rodzin Imperium pozostała w końcu miejscem śmierci całego pokolenia. Morze łez wylano za tymi, którzy w niej polegli.

Kalekie zwycięstwo czyli bilans wojny

Straty w wyniku wojny (ludność przed Wojną Ostateczną/obecnie)


Najważniejszym skutkiem ataku Cesarstwa na Imperium było zakończenie Wojny Ostatecznej. Choć w pierwszej chwili niechętnie i niepewnie, z pewnością bez przekonania, Rody wspólnie wyparły wroga z ziem człowieka. Poniosły przy tym olbrzymie straty, ale i przeciwnik był niezwykle groźny. Znany nam system sojuszy i względny spokój to efekt tamtego burzliwego okresu. Władcy krain odczuli boleśnie potęgę wschodniego sąsiada i zgodzili się na współpracę w obliczu takiego zagrożenia. Wszystkie ustępstwa, porozumienia i układy swój początek biorą w strachu przed powrotem Elfów.

Imperium podnosiło się z katastrofy, jaką była elfia inwazja przez ostatnią dekadę. Najgorsze było załamanie demograficzne. Straty w siłach zbrojnych były ogromne, ale nie one zdecydowały o dalszych losach Imperium. Szacuje się, że wojska Rodów w walkach z Elfami straciły mniej niż 50 tysięcy ludzi, z czego trzecią część w Bitwie Pola Łez. Rozmiar tej klęski obrazuje fakt, że połowę wszystkich strat w wojskach Rodów poniesiono w czasie blisko rocznego oblężenia Kaplas i w Bitwie Niedźwiedziego Mostu. We wszystkich innych bitwach, potyczkach i zbrojnych starciach całego, półtorarocznego konfliktu, poległo mniej ludzi niż na Polu Łez. Setki kalek i rannych sprawiły, że księstwa Laion dotąd nie odzyskały zdolności mobilizacyjnych z tamtych czasów.

Bez porównania gorsze efekty miały jednak straty w ludności cywilnej. W przeciągu całej inwazji Cesarstwo mogło wywieźć z Imperium nawet ćwierć miliona ludzi. Nie istnieją żadne dokładne dane na ten temat, zwłaszcza, że łowcy niewolników szaleli po ziemiach człowieka przez następna dekadę. Są nawet tacy, którzy mówią, że gdyby wojny z Cesarstwem nie było, żyło by w Imperium teraz dwakroć więcej ludzi. Całkowicie spustoszona została bogata kraina Centcastel. Na wschodzie Laine, w dawnym hrabstwie Beauclaire, długo po prostu nie było nic poza la Roche. Wszystkie osady, łącznie z niewielką stolicą prowincji, zostały zniszczone. Dopiero niedawno odbudowano część wiosek. Natychmiast po zakończeniu działań wojennych łowcy niewolników rzucili się na Avignionet i południe Montsegur. Kryzys nie ominął żadnego z zakątków Laion. Nawet najlepiej sobie radzące księstwo Combrai, w którym mieszka dziś blisko 70 tysięcy ludzi, straciło względem stanu sprzed Wojny Ostatecznej trzecią część populacji. Podobnie sprawa ma się w Avignionet. Laine i Montsegur są o połowę mniej ludne. Tylko Biora wyszli obronną ręką z całej tej zawieruchy, zachowując do dziś najsilniejszą i najliczniejszą armię Imperium oraz panując w najludniejszym państwie ziem ludzi.

Nie tylko Ludzkość poniosła koszty wojny. Cesarstwo straciło prawie 20 tysięcy żołnierzy, z czego połowę stanowiły Elfy. To najwyższe, tak procentowo jak i w liczbie przedstawicieli rasy rządzącej, straty, jakie zdarzyło się mu ponieść w pojedynczej kampanii od 200 lat. Jeżeli było to zwycięstwo, to drogo okupione. Jeżeli porażka, to największa od czasu pierwszej wojny z Goiraxem Terasem. Po tym konflikcie koncepcja szybkiego aneksu resztek Imperium okazała się bezsensowną mrzonką. Jedyny znaczący sukces kampanii, Bitwa Pola Łez, nie zdołał zamaskować rozmiaru niepowodzenia. Niekończące się, choć słabsze w ostatnich latach, rajdy łowców niewolników mają zapewne pokryć koszty inwazji na Imperium. Jeśli tak, to w ciągu już prawie pełnego elfiego Cyklu, wojna ta się ciągle nie zwróciła.

wtorek, 7 sierpnia 2012

Setnie na Avangardzie

(Do ilustracji tekstu wykorzystano oprócz naszych zdjęć również kilka przedstawiających nas i naszą salę wygrzebanych w Internecie. Nie mamy zamiaru naruszać praw autorskich do nich. Skoro i tak przedstawiają nas i naszą pracę a nikt nas o publikację nie pytał, nie widzimy powodu, by się przesadnie trudzić. Kogo mogliśmy, zapytaliśmy. Pozostawiamy też informacje o autorach, gdzie się znalazły.)

Mała Ava, dobra Ava
Tegoroczna Avangarda była relatywnie mała. Przybyło na nią około 1200 osób, co w zestawieniu z krótszą i nastawioną tylko na granie ZjAvą (około 700 uczestników), jest wynikiem co najmniej średnim. Dziwi to zwłaszcza, że całość odbyła się w świetnej lokalizacji (kampus główny SGGW, nowoczesny budynek, 15 minut spacerkiem od Metra). Pod względem infrastruktury i organizacji był to chyba najlepszy konwent, na którym byliśmy w tym roku (tu wielkie ukłony dla stowarzyszenia Awangarda a szczególnie dla MaWro, którego inne miasta powinny za ciężkie pieniądze najmować do organizowania imprez fantastycznych). Dobry i bogaty program nie przyciągnął tłumów. Być może czasy się zmieniły i konwenty na przełomie lipca i sierpnia (jak Zamczysko przed dwu laty) skazane są na niską frekwencję? Na korytarzach wiało niestety pustką.

Sala przed naszym udekorowaniem
Dziedzictwo rządzi
Inaczej było na szczęście w sali Dziedzictwa Imperium. Tu działo się coś cały czas.  Zaczęliśmy od prelekcji i sesji w czwartek i, poza godzinami zamknięcia budynku, nie przerywaliśmy aż do niedzielnego popołudnia. Były stoły do grania, broń na warsztaty, rekwizyty na LARPy. Na prawie cztery dni pomieszczenie 3/83 A przeniosło się do Imperium. Na ścianach wisiały obrazy i flagi, miecze, zbroje i halabardy zdobiły wnętrze. Tu podwiesiliśmy skórę kozy, tam koc z wełny wielbłąda (na północy Stworzenia rzecz niezwykle egzotyczna!). Jedyny problem był  z kafelkami, których nic nie chciało się trzymać (a już zwłaszcza cięższe materie), ale przewalczyliśmy i to. W nocy, przy przyćmionym świetle i zapalonych świecach, czuło się klimat Renesansu.

W czasie prelekcji o potworach
W trakcie Wiecu
Niemal wszystkie atrakcje się odbyły, a jeśli coś padało (jak ostatni LARP z powodu niskiej frekwencji), natychmiast na to miejsce wskakiwały sesje. Ani chwili przerwy. Na nasze atrakcje przybyła masa ludzi. Choć żadna pojedyncza nie zgromadziła chyba więcej niż 30 osób, w skali konwentu był to i tak niezły wynik. Cały czas w sali było kilkanaście osób, czy to rozgrywających nowe przygody w świecie Dziedzictwa Imperium, czy uczestniczących w innych punktach programu. Postawiliśmy na interakcję: można było u nas stworzyć własną broń LARPową, walczyć nią, porozmawiać o potworach czy wziąć udział w konkursie wiedzy o naszym świecie. Ten okazał się sporym sukcesem i cieszył niemałym zainteresowaniem również osób z małym doświadczeniem w graniu z nami. Rzecz do powtórzenia.

Mamy nowego Imperatora!
Tron na początku Wiecu...
...i pod koniec.
Wiec Imperialny zgodnie z planem przebił inne atrakcje. Był jednym z tych punktów programu, które przyciągnęły do nas najwięcej ludzi. Większość uczestników zachwycała kreacjami. Były intrygi, spiski, koronacje, protesty i zamachy. Wszystko, co na dobrym LARPie odbyć się powinno. Więcej o fabule i skutkach Wiecu już wkrótce. By rzecz przedstawić w telegraficznym skrócie, Ethan Laine został Imperatorem przy zadziwiającym poparciu ze strony własnych konkurentów (familia Lleni głosowała za jego wyniesieniem), oraz zaskakującej i lekceważącej dla diademu postawie Gustawa Are. Grupa dyplomatów zgłosiła protest wobec obecności władców na Wiecu, a wielu wraz z Głównodowodzącym Ligi Północnej demonstracyjnie opuściło salę obrad, nie czekając nawet na koronację. Dla Imperium nadeszły ciekawe czasy.

Wiec Imperialny trafił też na ekrany telewizorów dzięki ekipie Polsatu!

To nasze. W czasie Wiecu broń musiała opuścić salę... tak na wszelki wypadek
Sukces czy porażka?
Avangarda 8, mimo klimatu właściwego dla scenerii horroru (sterylne, ciemne, puste korytarze, co jakiś czas rozświetlane nagle blaskiem czerwonego miecza świetlnego), była przyjemnym konwentem. Dla nas zaś bardzo udanym. Udało się zrealizować niemal 100 godzin programu (stąd tytuł posta), przeprowadziliśmy dziesiątki godzin sesji, zyskaliśmy masę świetnych, nowych Graczy. Udały się prelekcje i warsztaty, konkurs wypadł zaskakująco fajnie. Wiec otworzył nowy rozdział w historii Dziedzictwa Imperium. No i sprzedaliśmy kilka podręczników ;)

Dziękujemy wszystkim, bez których ten sukces nie mógłby być możliwy. Po pierwsze obsłudze Avangardy a zwłaszcza niezastąpionemu MaWro (trzymamy kciuki za udany zasłużony urlop ;) ). Nie mieliśmy na co narzekać w zasadzie przez cały konwent. Drobne opóźnienia były nadrabiane momentalnie. Jak na dużą imprezę w Polsce, pierwsza klasa. Po drugie ja osobiście dziękuje naszej ekipie: Jankowi za doskonałe warsztaty LARPowe i świetnie przygotowane gry; Piotrkowi za obsługę techniczną, samodzielne warsztaty z włócznią i poprowadzenie konkursu; Rafałowi za sesje i ciężką pracę; Hubertowi za pomoc w każdym przedsięwzięciu; Maćkowi za podjęcie trudu poprowadzenia pierwszy raz na konwencie. Byliście świetni. Wielkie podziękowania należą się też naszym przyjaciołom, znajomym i sympatykom, tak z naszej „Grupy inicjatywnej” jak i spoza niej. Diana. Wera, Ola, Jurek i Michał byli stałymi gośćmi w naszej sali i wiele razy nam pomogli. Pojawiło się też mnóstwo znajomych, tak z innych konwentów jak i spoza nich (szczególnie doceniam tych, którzy odwiedzili nas, chociaż sami Dziedzictwa Imperium unikają ;) ). Dzięki też wszystkim, którzy dotarli specjalnie na Wiec Imperialny (zwłaszcza dla Regentki). Bez Was z pewnością by się nie udał.

MaWro czyni konwent lepszym ;)
Na koniec, ale szczególnie mocno, dziękuję wszystkim konwentowiczom, którzy odwiedzili nasze atrakcje. Byliśmy mile zaskoczeni tak liczbą zainteresowanych jak i licznymi powrotami. Niektórzy zaczęli zabawę z nami w czwartek i zostali do niedzieli (lub przynajmniej sobotniego popołudnia). Dziękujemy Wam. To właśnie o to chodzi w atrakcjach Dziedzictwa Imperium: by każdy, kto nas odwiedzi, chciał zostać z nami (i naszą grą) na dłużej.

W serii wtorkowych raportów najpierw ukażą się wkrótce informacje o Wiecu Imperialnym a następnie nasze plany na najbliższy rok.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Wojna z Elfami - faza II

Jednym z najważniejszych wydarzeń po Końcu Świata była wojna Imperium z elfim Cesarstwem. To trwające przeszło trzy lata zbrojne zmagania, w których brały udział wszystkie Rody. Przełomowy moment, w którym na nowo zaczęto definiować Imperium. Wtedy puste słowa zaczęły nabierać niezwykłej wagi i nieznanego wcześniej znaczenia. Stolica. Imperator, Ludzkość. Wielkimi literami pisze się jej właśnie od Wojny z Elfami. Chociaż w podręczniku zamieściliśmy masę informacji na jej temat, warto kilka rzeczy wyjaśnić. Po części dlatego, byście mogli wzbogacić swoje historie postaci o wydarzenia z tego okresu, albo nawet rozegrali kampanię w czasach, o których będzie tu mowa, a po części z myślą o nowej edycji Dziedzictwa Imperium.


Druga faza – oblężenie Kaplas
Podczas gdy V Legion błąkał się po Laion, XI podążał na Stolicę Ludzkości. Elfy znały to miasto z przekazów krasnoludzkich handlarzy oraz własnych dyplomatów. Znajdowało się ono na ich mapach od czasów starożytnych. Orientowały się w jego randze i rozumiały, że to siedziba władców Imperium. Poruszały się więc w jego kierunku ostrożne, ale metodycznie. Ominęły Laine i szerokim zagonem wdarły się na tereny będące domeną możnych z całego Imperium. Krainy zwanej Centcastel. Obszaru, gdzie swoje rezydencje mieli ci, którzy chcieli żyć blisko imperialnej stolicy. Elfy niszczyły po drodze wioski, posiadłości i szlacheckie zameczki. Za legionem szły Półelfy i cywilni łowcy niewolników. Po dziś dzień na tych ziemiach nie ma prawie żadnego ludzkiego osadnictwa. Dziesiątki tysięcy ludzi wywieziono w niewole, a twierdz nigdy nie odbudowano. Chlubnym wyjątkiem jest tu Castel Gandolfo.
Powolny marsz Elfów dał Kaplas czas na przygotowanie się. Przynajmniej zaś zebranie rozproszonych sił, uzupełnienie zapasów i ukrycie w murach ludności wiejskiej. Nic bowiem nie uczyniło familii gotowymi na elfi szturm. Ta pierwsza bitwa, trwająca nieprzerwanie dzień i noc przez dwa imperialne tygodnie, była jednym z najstraszliwszych zdarzeń w najnowszej historii Ludzkości. Przy stosunkowo niewielkich stratach cesarscy niemal przełamali kaplaski opór przy użyciu niesłychanej ilości magii. Rycerstwo stolicy zostało zniszczone przez lekką realmicką jazdę, przede wszystkim konnych łuczników wspieranych przez czarodziejów. Mury przesuwały się i były budowane na nowo. W kluczowym momencie bitwy blisko sto tysięcy cywili, głównie kobiet i dzieci, zostało odciętych od reszty miasta poprzez przemieszczone kamienne ściany i rzekę płynącą nowym korytem. Nie wiadomo, co się z nimi stało. Nie ma w Imperium ani jednego świadka tych wydarzeń. Oddział ochotników, który poszedł im na odsiecz, nigdy nie wrócił. Najpewniej dołączyli do ogromnej rzeszy niewolników, długimi kolumnami odprowadzanych do Cesarstwa.

Szturm zakończył się mimo wszystko porażką atakujących. Ludzie odparli najeźdźców. Elfy są jednak cierpliwe. Ich dowódca, Kartenalael, postanowił czekać na wsparcie V legionu lub kapitulację Kaplas. Wkrótce okazało się, że przeliczył się co do obydwu kwestii. Mimo codziennych walk i odcięcia aprowizacji, Stolica trzymała się mocno. Wprowadzono racjonowanie żywności i rozdano broń wszystkim chłopcom powyżej 13 roku życia. Lleni nie mieli zamiaru tanio sprzedać swojej skóry. Tymczasem reszta sił Cesarstwa odnosiła najwyżej umiarkowane sukcesy. Bitwa Rozbitej Korony pokazała, że zdobycie przewagi liczebnej nad obsadą stolicy jest mżonką. Chociaż Imperator miał do dyspozycji około 50 tysięcy wyekwipowanych zbrojnych, z czego mniej niż połowę stanowili faktyczni żołnierze, siły Cesarza w tym okresie były bardzo szczupłe. Część wojska odesłano jako eskortę dla niewolników, większość Półelfiej kawalerii musiała być w ciągłym ruchu by osłaniać legiony przez kontratakiem Lajonitów. Według ostrożnych szacunków pod Kaplas stało około 20 tysięcy Elfów, a ich stan liczebny wzrósł nieznacznie na jesieni, wraz z powrotem oddziałów odesłanych z jeńcami. Nie mogąc liczyć na łatwe zwycięstwo, XI legion otoczył Kaplas siecią fortyfikacji, wzmocnionych magią żywiołów. Przeciwko ludziom wykorzystano nawet Nadrę, wodną tarczę miasta. Wielu przewidywało, że nim minie rok, głód ostatecznie rzuci przywódców Imperium na kolana.


Bitwa Niedźwiedziego Mostu
Nie istnieje żadne przedsięwzięcie militarne w historii Ludzkości, które pod względem pomysłu, przygotowania i w końcu mistrzowskiego wykonania mogłoby równać się z bjorską odsieczą dla Kaplas. To absolutnie największa i najlepiej dopracowana operacja Wojny Ostatecznej. Dzięki niej nawet przeszło dekadę później Gustawa Are otacza nimb genialnego stratega. Choć nie był on jedynym twórcą planu, z pewnością należy mu się podziw na ogromną śmiałość całego przedsięwzięcia.

Podbiwszy tereny aż po Puszczę Laurgais Liga Północna miała tylko jeden cel – Kaplas. Już na jesieni jej przywódcy upewnili się, ze Stolica jest oblężona. Wiedzieli też, że nie można pozwolić, by przebicie się do niej odbyło się kosztem kontroli nad podbitymi prowincjami. Opór stawiał im jeszcze ostatni generał Laurgais, marszałek Filip de Loveille. Druga Armia Biora musiała zostać podzielona, co wykluczało pierwotny scenariusz przebicia się przez zachodnie rubieże Laine. Rozwiązanie, które zastosował sztab Gustawa było tyleż niespodziewane, co genialnie proste.
 Korzystając z niskiego stanu wód pierwszej mroźnej zimy po Końcu Świata, przeszło 30 tysięcy żołnierzy Ligi przeprawiło się na moście z tratw przez Południową Jeglinę. Wprawnie posługujące się toporami wojska wspomagane przez saperów przez dwa tygodnie przecinały drogę przez Widły Rzeki, zwalone drzewa ciągnąc za sobą. W ciągu jednej nocy niecały kilometr na zachód od Portu Kaplas (by uniknąć drażnienia Laine ominięto to miasto) powstał kolejny most pontonowy, tym razem przez bieg północny. Tysiące pni zapewniły, że mogła po nim przejechać nawet ciężka kawaleria Wzgórzan. Od czasu tej niezwykłej przeprawy, tego typu rozwiązania nazywa się niedźwiedzim mostem. Legenda głosi, że pomysł ten przyszedł do głowy Głównodowodzącemu, gdy podczas polowania ujrzał takiego zwierza uciekającego po spławionych przez drwali balach na drugi brzeg strumienia.

Elfy zdążyły się przegrupować, ale nie powstrzymać przeprawę. Choć starcie dwóch potężnych armii nosi nazwę Bitwy Niedźwiedziego Mostu była to tak naprawdę seria dużych potyczek w trwającej prawie dwa imperialne tygodnie kampanii toczącej się na przedpolach Kaplas. Ważniejszymi starciami, które się na nią składały były między innymi zwycięstwo lojalistycznej realmickiej kawalerii nad zdrajcami pod Villa Verracia Kaplana, nieudany szturm żołnierzy z Pogranicza na wzgórze Hollavere, przełamujące front zachodni uderzenie halabardników Czystych Biora na Villa Locani czy nieudana próba połączenia sił obrońców i odsieczy na Via Clementina. Ważniejsze dla przyszłości Imperium a w zasadzie nieznane są działania na wschodzie, gdzie operowała Żelazna Kompania Księstwa Wzgórz i Oddziały Specjalne pod wodzą Ulricha Sokoła Biora.

To właśnie wschodnia część fortyfikacji, przez które przebijali się Biora obsadzona była przez Elfy. Tu też poniosły bodaj największą klęskę w swojej historii. Na wzgórzu Mont Pesaro wywabione zza murów cesarskie wojska trafiły na trzy setki żołnierzy z Oddziałów Specjalnych. Wyposażeni w muszkiety i piki bjorscy piechurzy zabijali trzech cesarskich za każdego straconego spośród swoich. Magiczne osłony okazały się niewystarczające, by zatrzymać rozpaloną grudkę metalu. Pociski z prymitywnych strzelb wyrywały w ciałach Elfów dziury wielkości pięści. Gdy pozostałość ośmiu centurii dopadła w końcu cofających się piechurów, w jej flankę uderzyli Wzgórzanie. Przeklęci klątwą Odporności, całkowicie odcięci od magii Stworzenia okazali się najgorszymi pogromcami szpiczastouchych. Dla cesarskich, przyzwyczajonych do korzystania z elfich oczu, byli po prostu niewidzialni. Zaznaczmy, ze byli niewidzialną ważącą pół tony rozpędzoną masą ludzkich i końskich mięśni, stali, lanc, mieczy i toporów. Mimo wysłania wsparcia, Elfy nie miały najmniejszych szans. Nigdy w tak krótkim czasie Cesarstwo nie straciło takiej masy przedstawicieli swojej rządzącej rasy. Dopiero dosłanie posiłków w postaci realmickiej kawalerii uratowało legion przed totalną klęską. Półelfy nie tylko widziały, ale też dobrze znały Wzgórzan i udało im się powstrzymać Żelazną Kompanię. Ta, pomimo niepełnego sukcesu, okryła się nieśmiertelną sławą. Tymczasem zdziesiątkowane Oddziały Specjalne stały się początkiem projektu znanego jako Bauthorn.

Mimo pewnych trudności i ciężkich strat (w stosunku mniej więcej jeden do jednego), to ludzie wygrali Bitwę Niedźwiedziego Mostu. Przejście do Kaplas zostało otwarte, a Elfy odepchnięte na wschodnie przedpola Stolicy. Polityczne skutki tej bitwy wielu jednak zaskoczyły. Cesarstwo rozpoczęło odwrót dopiero pół miesiąca po przerwaniu walk. Lleni pozostali na tronie a Gustaw Are, wielki bohater tej wojny, zamiast diademu otrzymał imperatorskie nadanie ziem, które i tak już wziął sobie siłą. Wielu uważa w związku z tym to zwycięstwo za niewykorzystane. Polityczną porażkę Imperium, które nawet w obliczu śmiertelnego zagrożenia nie potrafiło naprawdę się zjednoczyć. Złą wróżbę na przyszłość.